poniedziałek, 31 marca 2014

Zachciało mi się napić mleka...

Zachciało mi się napić mleka...

Poniedziałek miał być moim dniem wolnym, który miałam poświęcić na szukanie mieszkań do wynajęcia. Jako zwyczajowo tutaj jest nic wcześniej nie jest otwarte jak o 9 czy 10. Tak już obudzona o 4 rano jak Adaś wychodził do pracy przeczekałam do 7 kiedy to Ciotka i Vanessa wychodziły do szkoły i do pracy. Zjadłam śniadanko i zasiadłam do komputera.

Długo się nie naszukałam bo po godzinie dowiedziałam się, iż 2 interesujące nas najbardziej lokalizacje polecone przez Teda i Lidkę są zajęte i nie ma tam niestety nic do wynajęcia.

Kolejne strony i telefony do ludzi utwierdziły mnie w przekonaniu że Calgary jest obleganym miastem i, że naprawdę ma się szczęście jak się coś wynajmie.

Moje poszukiwanie zakończył telefon od Lidki "Jedziemy sprzątać", po 20 minutach jechałam już a że dom daleko to około godziny jazdy, godzinka sprzątania, godzinka powrotu. Postanowiłam nie wracać do domu tylko wysiąść w środku miasta w sklepie co by poczynić małe zakupy.

No cóż jak sobie sam nie napełnisz lodówki to potem na śniadanie są tylko ciastka i herbata. Więc głodna jak wilk i trochę wkurwiona brakiem postępów mieszkaniowych zaczęłam buszowanie po sklepie.

Jako że byłam sama i miałam dużo czasu stwierdziłam że trzeba się zaznajomić dość dobrze z rodzajami produktów i ich cenami co się nam opłaca kupować a czego nie możemy bo za drogie. Udało mi się znaleźć markę bardzo tanich produktów, więc sukces. Niestety mankamentem tej marki jest fakt ze są same duże opakowania bo tak im się bardziej opłaca. Więc kolejny problem ( byłam sama, więc wiele nie mogę kupić bo nie doniosę), ( brak samochodu bardzo doskwiera). Postanowiłam kupić pojemniczki do mrożenia obiadów które gotuję ( były akurat na promocji), mleko drzem i ogromny worek chyba za 40 bułek, stwierdziłam że jeszcze budynie i płatki do mleka. Wyszłam ze sklepu jeszcze bardziej głodna niż do niego weszłam i objuczona plecakiem i ekstra 3 torbami.

Otóż kolejny problem Lidka wysadziła mnie w takim miejscu że samochodem ok ale bez niego niekoniecznie, wiedziałam gdzie jestem, wiedziałam gdzie jest metro, ale dojście do niego graniczyło z cudem bo akurat na drodze stanęła mi 8 pasmowa autostrada (4 w jedną 4 w drugą). Do metra miałam 2 minuty na piechotę ale musiałam się wracać do innej stacji zajęło mi to chyba ze 40 min w śniegu po kostki ( bo u nas dalej pada)

Głodna jak diabli, w plecy wrzynał mi się galon melka (4 niweygodne litry mleka) a dłonie bez rękawiczek.............

Kiedy już dobrnęłam do metra zadzwoniła Lidka z ważną wiadomością którą miałam przekazać do Adama, w jednej ręce trzymałam tel i z nią rozmawiałam drugą kupowałam bilet i trzymałam torby. Wbiegając na preon pomyliłam kolejki i pojechałam nie tam gdzie trzeba.

Ah do domu dotarłam wkurwiona do granic, głodna jak diabli, i z odmrożonymi rękami....

Ale przynajmniej dzisiaj z Adamem na kolecję zjedliśmy bułki z dżemem a ja napiłam sie mojego upragnionego mleka.



( Info dla mamy Adama, adaś podpisał dzisiaj umowę i już pracuje i wszystko jest wporządku)
A narazię nie chcę zapeszać ale mamy kolejną propozycję pracy i jeszcze lepiej płatną ale o tym napiszę dopiero jak się uda.


Pozdrawiam wszystkich serdecznie Paśka i Adam.














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz