piątek, 4 kwietnia 2014

Po trosze o wszystkim i niczym :)

Wstałam rano..... Sukces jest proszę Państwa taki, iż nie jestem zmęczona :) 3 dni z rzędu w FabricLand i nawet nie jestem zmęczona.

Wczoraj po pracy trzeba było udać się na zakupy. Traf chciał że tym razem nie musiałam sama bo zdzwoniłam się z Adasiem. On niby kończy pracę o 15:30 ale że był na rozmowie kwalifikacyjnej a potem w ośrodku nauki jazdy to i dlatego udało się nam około 18 spotkać na mieście.

Decyzja Zakupy.  Ostatnio nie miałam zbyt dobrych wspomnień z zakupów, ale miałam cichą nadzieję że tym razem będzie lepiej.

Znaliśmy już odrobinę rozkład sklepu więc zakupy poszły szybciej niż ostatnio. Dodatkowo kupiliśmy sobie pieczonego kurczaka.  Zjedliśmy go na obiad hmmmm tz ok 20 więc na kolacje, chyba nigdy mi tak kurczak nie smakował jak wczoraj. Sumam sumarum zakupy zrobione, nie straciliśmy na nie pół dnia a i autobus przyjechał wmiarę punktualnie więc do domku dotarliśmy szybko i wcale nie trzeba było tym razem dużo dźwigać siatek.

Kilka słów o pracy.
Robota jak robota. Jest to sklep i jak w sklepie się sprzedaje. Nic specjalnego. Jedyne utrudnienie to wszyscy pracownicy są Kanadyjczykami więc mówią szybko. Do tego dochodzą klienci hmmm chyba z całego świata. Czarni, biali, żółci, różne religie i poglądy. I trzeba znaleźć sposób żeby kazdy był zadowolony.

Często jest tak, że kiedy ja zaczynam kroić tkaniny ( muszę wypisać rachunek i pociąć dobrze) to klient się nudzi czekaniem więc zaczyna ze mną rozmowę. Są to zazwyczaj krótkie pogadanki o pogodzie, jak mija dzień, kiedy wiosna i bla bla bla.  Mój słowiański akcent bardzo jest tutaj rozpoznawalny, przynajmniej 4 osoby dziennie pytają " O skąd jesteś?, O kiedy przyjechałąś? O jak ci się podoba kanada? O to super że masz już pracę? O a sama jesteś czy z mężem? O masz pracę super to zostań z nami w Kanadzie!, O mojej żony mama jest urodzona w polsce., O mam sąsiadów z polski." I tak dalej i tak dalej..


Czasami jest dziwnie bo każdy patrzy mi na ręczy czy dobrze odmierzam jego tkaninę oraz czy dobrze opisuję zniżkę jaką ma dostać. To czasami irytuje zwłaszcza jak ktoś stoi patrzy i stuka palcami o blat stołu....

Zdarzają się super mili klienci którzy np doradzają gdzie zrobić dobre polskie zakupy, doradzają gdzie nie jechać tz w jakie dzielnice się nie zapuszczać. Niektórzy mnie błogosławią tz zwłaszcza starsze panie :)

Są i tacy co wiecznie niezadowoleni nieważne jaki rabat i ile dostaną i tak jest źle, Są tacy co chcą coś kupić ale nie wiedzą co naznoszą mi kupe belek z materiałami a kupią 0,2 m a mnie telepie.

I jest jeszcze jedna rzecz która mi doskwiera a mianowicie godziny przerwy. Zaczynam pracę o 10 rano a już o 12 albo o 1 mam 30 min przerwy na lancz a potem co cały dzień zapierdalam do 18. In takie godziny odpowiadają a ja nieprzyzwyczajona to mój ogranizm domaga się obiadu około 16 gdzie mi jeszcze do końca pracy zostają 2 godziny + dotarcie do domu a czasami jeszcze zakupy. Ale pytałam już ludzi i w każdej firmie są tak przerwy koło południa i 1 więc nic na to nie poradzimy trzeba się przyzwyczaić i tyle.

Ah tak się rozpisałam a muszę jeszcze kilka rzeczy porobić przed wyjściem do pracy dlatego uciekam.
Ściskam wszystkich mocno papap :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz