Zachciało mi się napić mleka...
Poniedziałek miał być moim dniem wolnym, który miałam poświęcić na szukanie mieszkań do wynajęcia. Jako zwyczajowo tutaj jest nic wcześniej nie jest otwarte jak o 9 czy 10. Tak już obudzona o 4 rano jak Adaś wychodził do pracy przeczekałam do 7 kiedy to Ciotka i Vanessa wychodziły do szkoły i do pracy. Zjadłam śniadanko i zasiadłam do komputera.
Długo się nie naszukałam bo po godzinie dowiedziałam się, iż 2 interesujące nas najbardziej lokalizacje polecone przez Teda i Lidkę są zajęte i nie ma tam niestety nic do wynajęcia.
Kolejne strony i telefony do ludzi utwierdziły mnie w przekonaniu że Calgary jest obleganym miastem i, że naprawdę ma się szczęście jak się coś wynajmie.
Moje poszukiwanie zakończył telefon od Lidki "Jedziemy sprzątać", po 20 minutach jechałam już a że dom daleko to około godziny jazdy, godzinka sprzątania, godzinka powrotu. Postanowiłam nie wracać do domu tylko wysiąść w środku miasta w sklepie co by poczynić małe zakupy.
No cóż jak sobie sam nie napełnisz lodówki to potem na śniadanie są tylko ciastka i herbata. Więc głodna jak wilk i trochę wkurwiona brakiem postępów mieszkaniowych zaczęłam buszowanie po sklepie.
Jako że byłam sama i miałam dużo czasu stwierdziłam że trzeba się zaznajomić dość dobrze z rodzajami produktów i ich cenami co się nam opłaca kupować a czego nie możemy bo za drogie. Udało mi się znaleźć markę bardzo tanich produktów, więc sukces. Niestety mankamentem tej marki jest fakt ze są same duże opakowania bo tak im się bardziej opłaca. Więc kolejny problem ( byłam sama, więc wiele nie mogę kupić bo nie doniosę), ( brak samochodu bardzo doskwiera). Postanowiłam kupić pojemniczki do mrożenia obiadów które gotuję ( były akurat na promocji), mleko drzem i ogromny worek chyba za 40 bułek, stwierdziłam że jeszcze budynie i płatki do mleka. Wyszłam ze sklepu jeszcze bardziej głodna niż do niego weszłam i objuczona plecakiem i ekstra 3 torbami.
Otóż kolejny problem Lidka wysadziła mnie w takim miejscu że samochodem ok ale bez niego niekoniecznie, wiedziałam gdzie jestem, wiedziałam gdzie jest metro, ale dojście do niego graniczyło z cudem bo akurat na drodze stanęła mi 8 pasmowa autostrada (4 w jedną 4 w drugą). Do metra miałam 2 minuty na piechotę ale musiałam się wracać do innej stacji zajęło mi to chyba ze 40 min w śniegu po kostki ( bo u nas dalej pada)
Głodna jak diabli, w plecy wrzynał mi się galon melka (4 niweygodne litry mleka) a dłonie bez rękawiczek.............
Kiedy już dobrnęłam do metra zadzwoniła Lidka z ważną wiadomością którą miałam przekazać do Adama, w jednej ręce trzymałam tel i z nią rozmawiałam drugą kupowałam bilet i trzymałam torby. Wbiegając na preon pomyliłam kolejki i pojechałam nie tam gdzie trzeba.
Ah do domu dotarłam wkurwiona do granic, głodna jak diabli, i z odmrożonymi rękami....
Ale przynajmniej dzisiaj z Adamem na kolecję zjedliśmy bułki z dżemem a ja napiłam sie mojego upragnionego mleka.
( Info dla mamy Adama, adaś podpisał dzisiaj umowę i już pracuje i wszystko jest wporządku)
A narazię nie chcę zapeszać ale mamy kolejną propozycję pracy i jeszcze lepiej płatną ale o tym napiszę dopiero jak się uda.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie Paśka i Adam.
poniedziałek, 31 marca 2014
Adam i Billi
Jak już czasami udaje się nam znaleźć trochę czasu :)
( Tak zaczynam pisać posta a Adaś woła Paśka a będziesz dzisiaj robiła kolację, i ja się pytam jak ja mam pisać tego bloga :)
Wracając do tematu, jak już czasami mamy trochę wolnego czasu to relaksujemy się z domowym zwierzakiem :)
( Tak zaczynam pisać posta a Adaś woła Paśka a będziesz dzisiaj robiła kolację, i ja się pytam jak ja mam pisać tego bloga :)
Wracając do tematu, jak już czasami mamy trochę wolnego czasu to relaksujemy się z domowym zwierzakiem :)
Niedzielne pierogi czyli tradycji stało się za dość :)
Tak więc od początku.
W sobotę i niedzielę mieliśmy znowu sprzątać duży dom po budowie jednym słowem kupa roboty. Niestety Panowie fachowcy krzywo położyli szpachlę na ścianach, dlatego nasze sprzątanie się opóźniło. Początkowo byłam zawiedziona, że nie sprzątamy jednak potem okazało się, że dobrze się stało. Lidka zaczęła wymiotować, zatruła się czymś i odwodniła, wylądowała w szpitalu. Na szczęście wszystko jest już w najlepszym porządku, jednak gdyby nie odwołali sprzątania to Ja sama z Adamem nie mieli byśmy po pierwsze jak dojechać a po drugie nie wiem czy dali byśmy sami radę.
Jeśli chodzi o niedzielę to Tadek był w pracy a ciotka Armi w domu, aby z nią nie siedzieć Lidia zaprosiła nas do siebie. Jej mąż Marek po nas przyjechał, Adam coś tam grzebał przy jej komputerach i szukał mieszkań do wynajęcia. Ja i Lidia natomiast miałyśmy bojowe zadanie PIEROGI.
Jeśli chodzi o lepienie pierogów to w Polsce wcale nie zachwycała mnie wizja spędzenia wolnego dnia na lepieniu i mrożeniu pierogów. A z racji tego ze zaczyna nam brakować domowego jedzonka to tutaj propozycja Lidki mnie bardzo ucieszyła. Było mięsko z rosołku kurczaczek i wołowinka dodatkowo uduszone z cebulką grzybki i kiszona kapustka. Z tego powstał sobie przepyszny farsz, który oczywiście wszyscy namiętnie co chwilę próbowali ( istniało realne prawdopodobieństwo że farsz nie doczeka się tych pierogów). Jednak udało się Lidkę boli ręka więc cisto zagniatałam Ja i wałkowałam też Ja natomiast Adaś dostał role wykrawania szklanką ciasta. Zrobiliśmy 200 pierogów chyba ( bo jeszcze masę zjedliśmy po drodze)
Pierogową niedzielę zaliczam do bardzo udanych pomimo zmęczenia i odcisków od wałka, cieszę się, że mogłam coś Ja zrobić z Adamem dla Lidki bo to jest dla nas naprawdę taka Dobra Dusza tutaj.
W sobotę i niedzielę mieliśmy znowu sprzątać duży dom po budowie jednym słowem kupa roboty. Niestety Panowie fachowcy krzywo położyli szpachlę na ścianach, dlatego nasze sprzątanie się opóźniło. Początkowo byłam zawiedziona, że nie sprzątamy jednak potem okazało się, że dobrze się stało. Lidka zaczęła wymiotować, zatruła się czymś i odwodniła, wylądowała w szpitalu. Na szczęście wszystko jest już w najlepszym porządku, jednak gdyby nie odwołali sprzątania to Ja sama z Adamem nie mieli byśmy po pierwsze jak dojechać a po drugie nie wiem czy dali byśmy sami radę.
Jeśli chodzi o niedzielę to Tadek był w pracy a ciotka Armi w domu, aby z nią nie siedzieć Lidia zaprosiła nas do siebie. Jej mąż Marek po nas przyjechał, Adam coś tam grzebał przy jej komputerach i szukał mieszkań do wynajęcia. Ja i Lidia natomiast miałyśmy bojowe zadanie PIEROGI.
Jedna kobieta przy lepieniu
A kolejna obgotowuje pierogi.
Pierogi dla Aleksa z truskawkami
Kolejna porcja pierogów. Z mięskiem
Jeśli chodzi o lepienie pierogów to w Polsce wcale nie zachwycała mnie wizja spędzenia wolnego dnia na lepieniu i mrożeniu pierogów. A z racji tego ze zaczyna nam brakować domowego jedzonka to tutaj propozycja Lidki mnie bardzo ucieszyła. Było mięsko z rosołku kurczaczek i wołowinka dodatkowo uduszone z cebulką grzybki i kiszona kapustka. Z tego powstał sobie przepyszny farsz, który oczywiście wszyscy namiętnie co chwilę próbowali ( istniało realne prawdopodobieństwo że farsz nie doczeka się tych pierogów). Jednak udało się Lidkę boli ręka więc cisto zagniatałam Ja i wałkowałam też Ja natomiast Adaś dostał role wykrawania szklanką ciasta. Zrobiliśmy 200 pierogów chyba ( bo jeszcze masę zjedliśmy po drodze)
Pierogową niedzielę zaliczam do bardzo udanych pomimo zmęczenia i odcisków od wałka, cieszę się, że mogłam coś Ja zrobić z Adamem dla Lidki bo to jest dla nas naprawdę taka Dobra Dusza tutaj.
czwartek, 27 marca 2014
Praca!
Dzisiaj (27.03.2014) Patrycja była pierwszy dzień w pracy. Z domu wybyła około 8:30. Jak jej poszło to już ona opisze, ale z krótkiej relacji jaką słyszałem to wg. Kanadyjek pracujących z nią idzie jej zajebiście :).
Ja miałem trochę później wybyć na poszukiwania jakiegoś mieszkanka co by na swoje iść, ale dobrze że trochę się z tym wstrzymywałem bo po 9:00 zadzwoniła do mnie Liliana z Servepro, że potrzebuje kogoś na już do pracy, bo ma jeden ważny budynek do sprzątania. Także musiałem zrezygnować z szukania chałupy i po krótkim rozeznaniu na mapie pojechałem do Downtown'u (samo centrum!).
Tak na marginesie - Servpro to firma, do której przedwczoraj złożyliśmy z Patrycją podania.
Na miejscu zobaczyłem budynki, budynki, budynki, a pionowo w górę można było dostrzec czasami niebo :). Okazało się, że Liliana pochodzi z Kolumbii i jest w Kanadzie tylko 6 lat, więc nie mówi bardzo dobrze po angielsku. To akurat jak dla mnie duży plus bo nie było problemu ze zrozumieniem jej. Po krótkim oprowadzeniu mnie po parterze budynku poznała mnie z kolesiem, który odchodzi z tego stanowiska. Jutro ma mi wszystko pokazać co i jak tam mam robić. A tak ogólnie to praca dupy nie urywa, bo jest to stanowisko portiera, tzn trzeba latać na mopie przez 8 godzin (bo tutaj cały czas pada śnieg!). Szału ni ma, ale płacą 13-14$ za godzinę (po podatkach ok. 10$ netto wychodzi), także na miesiąc powinno wyjść jakieś 1600% plus bonusy za dodatkowe fuchy na miejscu. Dokładniej to poopisuję jutro jak już będę widział co i jak.
A poniżej kilka fotek z Downtown'u:
Ja miałem trochę później wybyć na poszukiwania jakiegoś mieszkanka co by na swoje iść, ale dobrze że trochę się z tym wstrzymywałem bo po 9:00 zadzwoniła do mnie Liliana z Servepro, że potrzebuje kogoś na już do pracy, bo ma jeden ważny budynek do sprzątania. Także musiałem zrezygnować z szukania chałupy i po krótkim rozeznaniu na mapie pojechałem do Downtown'u (samo centrum!).
Tak na marginesie - Servpro to firma, do której przedwczoraj złożyliśmy z Patrycją podania.
Na miejscu zobaczyłem budynki, budynki, budynki, a pionowo w górę można było dostrzec czasami niebo :). Okazało się, że Liliana pochodzi z Kolumbii i jest w Kanadzie tylko 6 lat, więc nie mówi bardzo dobrze po angielsku. To akurat jak dla mnie duży plus bo nie było problemu ze zrozumieniem jej. Po krótkim oprowadzeniu mnie po parterze budynku poznała mnie z kolesiem, który odchodzi z tego stanowiska. Jutro ma mi wszystko pokazać co i jak tam mam robić. A tak ogólnie to praca dupy nie urywa, bo jest to stanowisko portiera, tzn trzeba latać na mopie przez 8 godzin (bo tutaj cały czas pada śnieg!). Szału ni ma, ale płacą 13-14$ za godzinę (po podatkach ok. 10$ netto wychodzi), także na miesiąc powinno wyjść jakieś 1600% plus bonusy za dodatkowe fuchy na miejscu. Dokładniej to poopisuję jutro jak już będę widział co i jak.
A poniżej kilka fotek z Downtown'u:
![]() |
| Tu będę pracował |
![]() |
| Ten sam budynek co wyżej. Chciałem zrobić cały, ale nie było miejsca... |
![]() |
| Obrzeża Downtown'u - tutaj już widać niebo :). A zza budynków wystaje wieżyczka - Calgary Tower. |
![]() |
| To samo miejsce, ale w widoku panoramicznym. W drugą stronę tak się już nie da, bo budynki budynki, budynki... |
![]() |
| A to jeden z tych średnich budynków. Jak bym stał ciut bliżej to by się nie zmieścił na panoramie... |
Sprzątanie "ofisu"
Wczoraj pomagaliśmy Lidii sprzątać office z ozdobami świątecznymi. Nigdy w życiu nie widziałem tylu świątecznych ozdób na raz...
Poniżej macie zdjęcia. W białych pudłach są choinki (z tyłu jest drugi rząd), a w innych są bombki, światełka, stojaczki na bombki itd, itp...
PS. Zdjęcia zrobione są już PO sprzątaniu.
Poniżej macie zdjęcia. W białych pudłach są choinki (z tyłu jest drugi rząd), a w innych są bombki, światełka, stojaczki na bombki itd, itp...
PS. Zdjęcia zrobione są już PO sprzątaniu.
niedziela, 23 marca 2014
fotki foteczki
![]() |
| Tropical island |
![]() |
| Ekspozycja z puszek zachęcająca do zbiórki żywności |
![]() |
| Tropical island |
![]() |
| Ekspozycja z puszek zachęcająca do zbiórki żywności |
![]() |
| Ekspozycja z puszek zachęcająca do zbiórki żywności |
![]() |
| Ekspozycja z puszek zachęcająca do zbiórki żywności |
![]() |
| Ekspozycja z puszek zachęcająca do zbiórki żywności |
![]() |
| Około 1000 m kwadratowych do posprzątania. Prawa część domu się nie zmieściła bo staliśmy tylko jakieś 20 m od niego... |
piątek, 14 marca 2014
Pierwsze Kanadyjskie Pieczenie
Cześć tutaj Patrycja :)
Adam jeszcze śpi więc piszę ja. Postanowiłam nie wysyłać po dziesięć razy jedno i to samo do wszystkich tylko będziemy tutaj na tym blogu opowiadali co tam u nas słychać.
Jeśli chodzi o pieczenie udało się, wszystko się udało.
Zaczynając od pierogów wyszły prawie takie same jak w Polsce. Dokładniej to farsz był identyczny, natomiast ciasto troszkę inne ze względu na tutejszą dziwną mąkę. Udało mi się ulepić ponad setkę pierogów. Jadłam Ja Adam i oczywiście Ted. Co do reszty ludzi woleli iść do kasyna świętować przyjazd siostry Pani A.
Poniżej daję wam zdjęcie zapakowanych już do mrożenia pierogów ( ps Oliwia pokaż babcią )
Muszę jeszcze pochwalić Adama bardzo pomagał przy robieniu pierogów :) Po prawda kłamała nie będę musi się nauczyć lepić i wałkować. Ale ja sama nie dała bym rady bez niego bo worek 20 kilo mąki mnie pokonał :)
Jeśli chodzi o pieczenie chleba to też długa historia. Drożdże udało się kupić po około 3 godzinach szukania dopiero w trzecim z kolei Polskim Sklepie ( i tak miałam wrażenie, że są odrobinę nieświeże ale z braku laku ...)
Piekłam tylko z pszennej mąki bo innej nie znalazłam ( tz znalazłam w polskim sklepie ale tutaj nie ma dat ważności i bałam się już ją kupić) Robiłam dokładnie według przepisu tego naszego z domu. Ciasto się dziwnie zachowywało najpierw jak dolałam mleko do mąki, to jakby mąki nagle ubyło, potem zrobiła się twarda i grudkowata. Myślałam, że zwariuję ale w miarę ugniatania konsystencja się polepszała. Ostatecznie ciasto wyrosło i było cztery razy większe niż na początku wyrastania. W polsce nigdy się tak nie robiło najwyżej podwajało objętość. Ale nic dałam do blaszek i rozpoczęłam pieczenie. I oto po ponad godzinie czasu macie efekt końcowy.
Tak się zastanawiam co jeszcze napisać :)
Dobre wieści są jeszcze takie, że Adam dostał propozycję zrobienia strony internetowej dla znajomej Tadka. Dzisiaj dowiemy się wiecej szczegółów. Poza tym dzisiaj poraz pierwszy jedziemy całkiem sami na miasto. Nie martwcie sie mamy telefony do Tadka i Lidki i mamy mapę w telefonie Adama. Poza tym znamy rozkład metra i busów.
Dzisiaj wieczorem będziemy uczyli się sprzatzć domy z Lidką ( czas iść wreszcze do pracy) Poza tym pojedziemy z Lidką do biur budujących domy, dowiedzieć się o możliwości zatrudnienia. To wszystko popołudniu natomiast rano spróbujemy dojechać do Centrum Imigracyjnego, tam przetestują nasz język, i spróbują pomóc w dopasowaniu pracy do naszej edukacji :)
Także chyba narazie na tyle bo za niecałe dwie godziny jedziemy a Ja jeszcze w piżamie a Adam dalej śpi :)
Aha jeszcze zdjęcie Adama z wczoraj
Pozdrawiamy Pasia&Adaś
Adam jeszcze śpi więc piszę ja. Postanowiłam nie wysyłać po dziesięć razy jedno i to samo do wszystkich tylko będziemy tutaj na tym blogu opowiadali co tam u nas słychać.
Jeśli chodzi o pieczenie udało się, wszystko się udało.
Zaczynając od pierogów wyszły prawie takie same jak w Polsce. Dokładniej to farsz był identyczny, natomiast ciasto troszkę inne ze względu na tutejszą dziwną mąkę. Udało mi się ulepić ponad setkę pierogów. Jadłam Ja Adam i oczywiście Ted. Co do reszty ludzi woleli iść do kasyna świętować przyjazd siostry Pani A.
Poniżej daję wam zdjęcie zapakowanych już do mrożenia pierogów ( ps Oliwia pokaż babcią )
Muszę jeszcze pochwalić Adama bardzo pomagał przy robieniu pierogów :) Po prawda kłamała nie będę musi się nauczyć lepić i wałkować. Ale ja sama nie dała bym rady bez niego bo worek 20 kilo mąki mnie pokonał :)
Jeśli chodzi o pieczenie chleba to też długa historia. Drożdże udało się kupić po około 3 godzinach szukania dopiero w trzecim z kolei Polskim Sklepie ( i tak miałam wrażenie, że są odrobinę nieświeże ale z braku laku ...)
Piekłam tylko z pszennej mąki bo innej nie znalazłam ( tz znalazłam w polskim sklepie ale tutaj nie ma dat ważności i bałam się już ją kupić) Robiłam dokładnie według przepisu tego naszego z domu. Ciasto się dziwnie zachowywało najpierw jak dolałam mleko do mąki, to jakby mąki nagle ubyło, potem zrobiła się twarda i grudkowata. Myślałam, że zwariuję ale w miarę ugniatania konsystencja się polepszała. Ostatecznie ciasto wyrosło i było cztery razy większe niż na początku wyrastania. W polsce nigdy się tak nie robiło najwyżej podwajało objętość. Ale nic dałam do blaszek i rozpoczęłam pieczenie. I oto po ponad godzinie czasu macie efekt końcowy.
Tak się zastanawiam co jeszcze napisać :)
Dobre wieści są jeszcze takie, że Adam dostał propozycję zrobienia strony internetowej dla znajomej Tadka. Dzisiaj dowiemy się wiecej szczegółów. Poza tym dzisiaj poraz pierwszy jedziemy całkiem sami na miasto. Nie martwcie sie mamy telefony do Tadka i Lidki i mamy mapę w telefonie Adama. Poza tym znamy rozkład metra i busów.
Dzisiaj wieczorem będziemy uczyli się sprzatzć domy z Lidką ( czas iść wreszcze do pracy) Poza tym pojedziemy z Lidką do biur budujących domy, dowiedzieć się o możliwości zatrudnienia. To wszystko popołudniu natomiast rano spróbujemy dojechać do Centrum Imigracyjnego, tam przetestują nasz język, i spróbują pomóc w dopasowaniu pracy do naszej edukacji :)
Także chyba narazie na tyle bo za niecałe dwie godziny jedziemy a Ja jeszcze w piżamie a Adam dalej śpi :)
Aha jeszcze zdjęcie Adama z wczoraj
Pozdrawiamy Pasia&Adaś
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























